Marana Tha

No i zaczęło się: choinki, bombki, świecidełka, czyli czas … adwentu. Świat pędzi przed siebie w szalonym tempie nie chcąc zatrzymać się ani na chwilę, jakby miał stracić coś cennego. Tymczasem, ja namawiam do zatrzymania się i do oderwania od przedświątecznego szału. Adwent to czas oczekiwania, radosnego oczekiwania na Zbawiciela. My, chrześcijanie jesteśmy jakby zawieszeni ponad tym wszystkim co nas otacza, a jednocześnie tkwimy w tym świecie bardzo realnie. Przygotowujemy się do radosnych obchodów pamiątki narodzenia Pana Jezusa, szykujemy na tę uroczystość nasze domy i serca. To piękne. Dla mnie jednak czas adwentu nigdy nie był czasem duchowej odnowy. Fajne są Święta Bożego Narodzenia, jest choinka, prezenty, spotkania z rodziną i przyjaciółmi, wspólne łamanie się opłatkiem i kolędowanie przy żłóbku. Fajne, pcha się na usta: bezcenne. Tak. Jednakże czy o to tylko w tym wszystkim chodzi? To prawda, że uświadamiamy sobie, iż narodzenie małego Jezusa ma dla nas inny wymiar, głębszy. Patrzymy na Maryję i Józefa w stajence i widzimy już po co to wszystko. Widzimy już krzyż i Golgotę. Faktycznie, perspektywa jest szeroka, ale czy to wszystko? Adwent – przyjście, przybycie. Właśnie w tym roku nabrał on dla mnie właściwego znaczenia. To nie tylko radosne oczekiwanie na Święta Narodzenia, lecz radosne oczekiwanie na powtórne przyjście Chrystusa przy końcu czasów. Ten wymiar eschatologiczny nadaje głębszego sensu tym Świętom i temu czasowi. Adorując Maleńkiego w żłóbku czekam na Chrystusa Zmartwychwstałego i jaśniejącego chwałą, a jednocześnie zadaję sobie pytanie: czy oczekuję Go z radością? Czy nie przeraża mnie wizja końca świata? „Nie znacie dnia ani godziny”, mówi Jezus w Ewangelii, „ten dzień przyjdzie na was jak złodziej”, „bądźcie czujni i gotowi albowiem w chwili, której się nie spodziewacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. Czyż nie tak wołały do nas słowa Ewangelii w ostatnich dniach przed adwentem? Adwent powinien stać się wielkim rachunkiem sumienia z moich przygotowań na ten dzień ostateczny. Czy w mojej lampie będzie oliwa, gdy pan młody przybędzie? Nie chcę być panną głupią, która myśli, że skoro zawoła Panie, Panie to pan młody wpuści ją na gody weselne. Nie chcę żyć w strachu, że może to już jutro, a ja nie gotowa. Ubrana w pancerz bojaźni Bożej uzbrojona w miecz słowa pragnę czekać z lampą pełną oliwy na Tego, z Którym łączą mnie więzy krwi – Jego krwi.

 

Dzięki Panu Bogu za czas adwentu! Obyśmy wspólnie z radością wołali MARANA THA - Przyjdź Panie Jezu!!!