Tak, tak! Okazało się, że ta bajkowa miejscowość naprawdę istnieje, choć niejeden, w dodatku całkiem niemłody już obywatel (mam tu na myśli na przykład moją własną mamę!), poważnie w to wątpił... Tyle, że wspomniany Pacanów znajduje się jakieś 170 km od Częstochowy, więc nie każdy porwał się na tak karkołomną wyprawę. Koniec końców wyruszyliśmy do Koziołka Matołka w sześć rodzin.
Celem naszej podróży było nie tyle bliskie spotkanie z tym najbardziej znanym kozłem na świecie, ile z wieloma przeróżnymi postaciami z bajek w Europejskim Centrum Bajki. Zaraz po wejściu do nowoczesnego budynku, zostaliśmy przeobrażeni w bohaterów czekających nas za chwilę wydarzeń, poprzez konieczność założenia czerwonych, krasnoludkowych bucików. Za naszą przewodniczką, która również była skrzatem, tyle że najlepiej zorientowanym w tym bajkowym świecie, weszliśmy do mysiej norki i.... zaczęło się! Ponadplanowych wrażeń dostarczył nam Kamil wpadając do fosy z prawdziwą, mokrą wodą, ale na szczęście nie sprawdziła się przepowiednia skrzata przewodnika, że temu, kto wpada do fosy, wyrastają dwa zielone nosy... Co krok to opowieść, to nowa bajkowa postać, bajkowy rekwizyt, nowe zadanie, nowa zagadka, interaktywne monitory i gadające kwiaty, ciasteczka z brodawek Baby Jagi, przechodzenie przez zwalony pień i przez lustro, schody do dziupli, magiczne szklane kule- słowem wielka różnorodność bodźców i doznań! Myślę, że wszyscy poczuliśmy się jak dzieci i pomimo nieciekawej już jesiennej pogody na zewnątrz, zrobiło nam się błogo i wesoło.
Do domów wróciliśmy już ciemną nocą, nieco zmęczeni daleką podróżą, ale z przeświadczeniem, że warto pobudzać wyobraźnię dzieci, warto pokazać świat inny od supermarketowych atrakcji i zalewającej nas zewsząd komercji. Przywieźliśmy też zadanie dla siebie- uzupełniać swoje i dziecięce luki w znajomości bajek... A więc, rodzice - do książek!!!