Na tegoroczne rekolekcje wakacyjne wybraliśmy się do odległego, aczkolwiek zachwycająco uroczego zakątka Polski, mianowicie na Suwalszczyznę (żeby mi co mniej zorientowani turyści nie mylili przypadkiem z Mazurami!!!). Zamieszkaliśmy w rewelacyjnym ośrodku rekolekcyjno- wypoczynkowym w miejscowości Jeleniewo za Suwałkami.
Miejsce to miało tę niezmiernie charakterystyczną i wyróżniającą je spośród innych miejsc w Polsce cechę, że było autentycznie wolne od dokuczających ludziom w tym sezonie męcząco brzęczących i krwiopijczych owadów, czyli po prostu komarów. Ta niewątpliwa zaleta naszego ośrodka brała się stąd, że w kościele parafialnym, obok którego przebywaliśmy, mieszka ogromna liczba nietoperzy. I to właśnie one tak skutecznie eliminowały z naszego otoczenia wspomniane insekty.
Jednak nie o komarach ani nie o fantastycznej, bogatej, smacznej i urozmaiconej kuchni pani Ali mam tu pisać...
Temat wiodący rekolekcji brzmiał: „Za dużo katolików - za mało chrześcijan”. Rozpatrywaliśmy go z perspektywy człowieka budującego swoją wiarę na mocnym fundamencie Pisma Świętego. Każdego dnia podczas konferencji nasz ksiądz moderator (czyli po prostu ksiądz Marek) wprowadzał nas w kolejny temat, który następnie omawialiśmy w małych grupach. Niemal każdy temat poruszał w wielu osobach coś bardzo ważnego, coś, do czego w codziennym zabieganiu nie mamy w ogóle głowy. Przed każdą mszą rozważaliśmy odpowiednio dobrany fragment Pisma Świętego, co było swoistą szkołą medytacji świętego tekstu. Centralnym punktem dnia była Eucharystia sprawowana zawsze w intencjach zgromadzonych na rekolekcjach rodzin. Msza święta miała swój szczególny i wyjątkowy moment, a mianowicie uwielbienie, podczas którego był czas na danie świadectwa. Zapewne właśnie te świadectwa są jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie zabraliśmy ze sobą z Jeleniewa do domu. Naszym rozważaniom towarzyszył też drugi wątek, tj. omówienie siedmiu sakramentów, o których bardzo interesująco mówił ksiądz Marek właśnie podczas Eucharystii.
Temat każdego dnia miał swoją kontynuację wieczorem na Adoracji Najświętszego Sakramentu (odbywającej się m.in. w kościele oświetlonym jedynie świecami i rozbłyskami piorunów, podczas awarii linii energetycznej) oraz w czasie Rozmów Niedokończonych (tak, tak- tych rozmów nie da się dokończyć!).
Wszystkie te momenty, a więc konferencje, rozmowy, modlitwy- doprowadziły nas do kulminacyjnego wydarzenia tych dni. Podczas ostatniej wspólnotowej mszy świętej każda rodzina w świadomy sposób zobowiązała się do czynnego wprowadzania Słowa Bożego do życia swojego i swojej rodziny. Wyraziliśmy to poprzez wpisanie do rodzinnych egzemplarzy Biblii swoich imion. Chcieliśmy wtedy i chcemy nadal, żeby to nasze, bo przez nas podpisane Pismo Święte, nie stało się tylko pamiątką z wakacji, ale realnie istniejącym w naszej codzienności Słowem Życia.
Na nic by się zdały nasze wysiłki, gdyby nie pomoc fantastycznych niań- opiekunek do naszych około trzydzieściorga dzieci (oczywiście łącznie )! Zapewniały one naszym pociechom wspaniałą opiekę przez pół dnia i kawał nocy... To są zasługi, za które możemy im przyznać jedynie symboliczny platynowy medal tu na ziemi, ale wierzę głęboko, że ten prawdziwy klejnot to nasze kochane nianie wypracowały sobie już na zapas w niebie!
Przemierzyliśmy ponad 500 kilometrów w jedną stronę przede wszystkim po to, żeby w świeżych i spokojnych warunkach spotkać się z Bogiem, ale również po to, żeby w tych samych warunkach trochę odpocząć i pobyć z rodziną. Nie zapomnimy tych zielonych krajobrazów z bocianem i krową w roli głównej! Towarzyszyli nam oni i podczas kąpieli w czyściutkich i cieplutkich jeziorach, i podczas niezapomnianej jazdy autokarem do Augustowa, i podczas rejsu statkiem do Studziennicznej, i podczas pielgrzymki do klasztoru w Wigrach i sanktuarium Matki Bożej w Sejnach. Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli podsumuję ten czas jednym, krótkim zdaniem: „To były piękne dni...”!


































