Żyjemy w tak zawrotnym tempie, że nasz organizm nie nadąża. Nie mówię tu o zdrowiu fizycznym, choć jest ono bardzo ważne. Lecz czy aby nasze emocje nie są ważniejsze? Wiadomo, warunkują one funkcjonowanie
i ciała i ducha. Zatem warto nad nimi popracować.
Gdy emocje szaleją, trudno nad nimi zapanować. Stresujący dzień w pracy, pośpiech, mnogość zadań do wykonania sprzyjają gromadzeniu się emocji. Najchętniej wybuchają one wieczorem, gdy wszyscy domownicy są w domu. Czujemy się wtedy bezpiecznie, nikt nam już nie zagraża, (np. nasz szef?). Pół biedy, gdy całodzienny bagaż spadnie na osobę dorosłą, jakoś sobie z tym poradzi, ewentualnie powie nam, co o nas myśli i już. Niestety, naszymi emocjami, najczęściej negatywnymi, obdarowujemy nasze dzieci. Bo jak tu nie zareagować, gdy dziecko po raz trzeci wyleje herbatę, zrzuci ze stołu telefon lub rozsieje po całym domu rozgniecione herbatniki? A jak reagujemy? Krzykiem, oczywiście. Ewentualnie warczymy przez zaciśnięte zęby. Jednakże podejmując pracę nad sobą postanawiamy, że nie będziemy krzyczeć ani warczeć. Tylko za każdym razem spokojnie wyjaśnimy, że tak nie wolno i poprosimy dzieci o posprzątanie po sobie, przynajmniej te starsze, a po młodszych ze stoickim spokojem sprzątamy sami. Brawo! Ale emocje przecież w nas są, tylko gdzie one się podziały? Można oczywiście zapamiętale przez 10 minut wycierać stół, ale to może stołowi zaszkodzić. Zatem ukrywamy swoje emocje. Przypominam, że już jesteśmy gejzerem i jeszcze dopychamy bieżące sprawy. Ukrywamy emocje w szafie, bo tam najłatwiej. Szafa jest duża, obszerna, przede wszystkim ciemna i nic w niej nie widać (szafa to oczywiście metafora). Na zewnątrz jesteśmy oazą spokoju, cudownym współmałżonkiem, cierpliwym rodzicem, a w środku? Strach pomyśleć, co to będzie gdy ktoś niepowołany otworzy tę szafę. Nie daj Boże, gdy szafa wywali się jednak na dzieci.
Co robić? Mamy współmałżonka. Od tego jest żeby nas wspierał i pomagał dojść do nieba, (niekoniecznie musi iść tam sam drogą męczeństwa). Gdy emocje jeszcze z nas nie buchają, albo już nie, uprzedzamy współmałżonka, że mamy pełną szafę i co jakiś czas dobrze byłoby ją opróżnić. Dobrze jest to zrobić raz w miesiącu i mam tu na myśli dialog małżeński. Potrzebny jest na to nieograniczony czas i względny spokój, czyli wszyscy domownicy poza nami powinni być w tym czasie nieobecni (lub uśpieni). Warto współmałżonkowi opowiedzieć czego od niego oczekujemy w tym czasie, aby i on nie czuł się zagubiony. I w ten sposób porządkujemy swoje życie emocjonalne, porządkując je układamy i porządkujemy nasze życie duchowe. Któż nie chciałby wreszcie być blisko Pana Boga, w modlitwie wznosić się na wyżyny? Nie uda się to bez łaski i bez poukładania życia tu, na ziemi. Szafa natomiast niechaj służ już jedynie do przechowywanie ubrań, a nie do upychania w niej nagromadzonych emocji.
Agnieszka